poniedziałek, 21 października 2013

Rozdział 5 ♥

Chciałabym zadedykować tego posta Ho ney i Beigeee...Dziękuje!!
______________
*P.O.V. Zayn*
Jak ona ślicznie wygląda kiedy śpi.Anioł.Czemu ja ciągle o niej myślę?Może ja coś do niej czuje?Nie to niemożliwe!A jeśli tak? Sam już nie wiem.
Biłem się z myślami.
A nawet gdybym coś do niej czuł to i tak nic z tego nie wyjdzie.
*Następny dzień*
Obudziłem się rano.Reszta jeszcze spała.Mieliśmy wolne,ale już przyzwyczaiłem się do wczesnego wstawania.Postanowiłem zrobić wszystkim śniadanie.Zszedłem do kuchni i wyjąłem składniki potrzebne do zrobienia jajecznicy.Zacząłem ją robić,ale zadzwonił mój telefon.Pobiegłem do salonu,bo z tamtąd dochodziły dzwięki piosenki We own it.Spojrzałem na wyświetlacz i nacisnąłem zieloną słuchawkę.
-Cześć Zayn.
-No siemka Paul.Coś się stało,że dzwonisz w wolne?
-Mam dla ciebie ważną wiadomość.
-Jaką?
-Dowiesz się kiedy przyjedziesz do studia.
-Okay,będę za jakieś pół godziny.
Rozłączyłem się.
"Ciekawe co on znów wymyślił?"
Myślałem nad tym i przypomniało mi się o śniadaniu.Szybko wbiegłem do kuchni,gdzie na moje szczęście zobaczyłem Sarę kończącą nakładać danie na talerze.Pięknie wyglądała w za dużej koszulce brata i w rozpuszczonych włosach."Nie myśl o niej."Skarciłem się w myślach.
-Hejka.
-Hej śli...Sara.-Ale palnąłem.-Zadzwonił telefon i zapomniałem o tym.Dzięki,że ją dokończyłaś.
-Nie ma sprawy głupku.
-Ejj,jak mnie nazwałaś?-Powiedziałem i zacząłem ją łaskotać.
-Nazwałam...cię...głupkiem!-Nie mogła powiedzieć przez śmiech.
-Człowiek chce się wyspać,a tu przyjdzie taka banda oszołomów i zacznie się dzrzeć na cały dom!-Powiedział zaspany Lou.
-Oj sorki.-Powiedzieliśmy równo.
***
Zjadłem śniadanie,ubrałem się i pognałem do samochodu.Byłem już spóźniony a do studia jest jeszcze dobre 10 minut.
Wbiegłem do studia kierując się do gabinetu Paula.Otworzyłem drzwi i zobaczyłem tam Paula,Selene Gomez i jak zakładam jej ochroniarza.
-Spóźniłeś się.
-Tak wiem,przepraszam.
Paul to spoko menager,ale nie cierpi kiedy mu się podskakuje i spóźnialskich.
-Usiądź.
Wykonałem polecenie i usiadłem na kanapie.
-Too o co chodzi?
-Panna Gomez po zerwaniu z Bieberem przeprowadziła się do Londynu,by grać tutaj w filmach i teledyskach.Chciałaby się tu wybić,skoro One Direction jest bardzo sławne i wszędzie o nich głośno wymyśliliśmy,że Selena będzie dziewczyną któregoś z was.A na to miejsce wybrałem ciebie.
Że co?!Jak on może decydować o tym z kim mam się spotykać?
A może to nie jest taki zły pomysł.Może przez to zapomnę o Sarze?
-A co jeśli się nie zgodzę?
-To nie jest propozycja.Od teraz jesteście parą.
-No dobrze.Mogę już iść,bo bardzo się śpieszę?
-Dobrze.A i jeszcze jedno,wieczorem idziemy na kolację.Powiemy oficjalnie twoim przyjaciołom,że jesteście parą.
***
-Już jestem.
-A gdzie ty w ogóle byłeś?
-W studiu.O 19 idziemy na kolację,którą organizuje Paul.Musimy zaprosić dziewczyny.
***
-Lou dzwonił.Idziemy na kolację.
-No to musimy iść na zakupy.-Powiedziała Martha.
-Zgadzam się.-Odpowiedziała Jess.
***
Obeszłyśmy całe cenrtum handlowe.Nóg nie czuje.Poszłyśmy jeszcze na kawę,a potem do domu.
***
-Jesteście już gotowe.Nie mamy dużo czasu.-Wołał Louis z salonu.
-Oj nie marudź.Już idziemy.
Wyszliśmy z mieszkania,wsiedliśmy do limuzyny i pojechaliśy w stronę restauracji.
-Już jesteśmy.-Powiedział szofer.
-Dziękujemy,dobranoc.
-Miłego wieczoru.-Usłyszałam w odpowiedzi.
"Oby taki był."Pomyślałam.
Weszliśmy do osobnego pomieszczenia,gdzie byli już wszyscy.Paul,Liam,Danielle,Harry,Zoe,Zayn...i Selena Gomez.Co ona tu robi?!
Usiedliśmy przy stole i Paul zaczął mówić:
-Zorganizowałem tą kolacje,bo chcialem ogłosić,że Zayn i Selena są oficjalnie parą.
Poczułam jak miliony malutkich kawałeczków szkła wbija mi się w serce.Nawet nie wiem dlaczego.Czy ja coś do niego czuję?Niee!
A może.Nawet jeśli to nikt się o tym nie dowie.Nie może...
Myślałam o tym wszystkim kiedy poczułam,że ktoś mnie szturchnął.
-Ał,czemu to zrobiłaś?-Zwróciłam się do mojej przyjaciółki.
-Czy możemy was na chwilkę przeprosić?-Powiedziała Jess.
-Tak,proszę.
-Weszłyśy do damskiej toalety.
-Co się dzieje?
-Nic.
-Nie kłam.Przeciesz widzę.
-Nie kłamie.Nudno tu i się zamyśliłam.-Powiedziałam, drzwi się otworzyły i wparowała tu ta cała Gomez.
______________
Hejoo.I jak się podoba? Pisałam to z 5 raz,bo mi się ciągle usuwało więc przepraszam,bo nie jest jak oryginał,bo pisałam z głowy.Mam nadzieje że się podoba i dziękuje wam za wejścia i komentarze.Ostatnio jest więcej wejść wiec rozdział pojawi się kiedy zobacze pod postem 2 komentarze.
A jak wam się podoba Story of my life? Ja się w tym zakochałam.Ale dobra nie będę przedłużać.Do napisania <3

niedziela, 20 października 2013

Rozdział 4 ♥

-Gdzie wyście byli?
-No przecież bawiliśmy się w berka to co moglibyśmy robić?-Powiedział z ironią Zayn.
-Może się całowaliście?-Wypaliła Martha.
-Weź idź po młotek i się nim walnij w głowę.-Odpowiedziałam.
-Ejj.
-Dobra nie kłóćcie się tylko chodźcie do domu,bo jakbyście nie zauważyli pada i moje loczki wyglądają okropnie.
***
-Danielle zaraz powinna być,bo jedzie z próby.-Powiedział Liam.
-Sara zadzwoń do Jessicy,żeby wpadła.
-Oki doki.
Wybrałam numer Jessicy i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Zaraz będzie!-Zaczęłam się drzeć,bo Lou był na górze.
-OK!-Odpowiedział mi.
-To ja jeszcze zaproszę Zoe.-Powiedział Harold.
-Kto to Zoe?-Spytałam Nialla.
-To jest przyjaciółka Harry'ego.
-Aha.Fajnie.
***
-To może zagramy w butelkę?
-Może być.-Powiedzieliśmy chórem.
Usiedliśmy na podłodze w kółku i Louis zakręcił butelką.Wypadło na Marthę.
-Całujesz czy dajesz fanta?-Zapytała Danielle,a Lou pocałował Marthę w policzek.

-No ejj nie ma tak.-Udawałam oburzenie.
-A kto powiedział,że trzeba całować w usta?
-Mogłam to wcześniej powiedzieć.Teraz Martha.
***Graliśmy jeszcze chwile.Teraz kręcił Harry,ale zmieniliśmy zasady i trzeba było cmoknąć w usta.Butelka kręciła się i kręciła aż w końcu wypadło na...mnie!
-Całus.-Powiedział uradowany Harry.
-A nie,bo daje fanta.-Powiedziałam i zdjęłam bransoletki z ręki.
-Co ci się stało w rękę?-Spytał Zayn.
Popatrzyłam nerwowo na Marthę,a ona na mnie.
-Powinniście wiedzieć,bo jesteście moimi przyjaciółmi.Kiedy miałam 14 lat wpadłam w złe towarzystwo.Zaczęłam pić,palić,a potem ćpać.Pierwszy raz dostałam to świństwo za darmo od dilera,który był moim "przyjacielem" za darmo,drugą porcję też.Kiedy znów miałam potrzebę wciągnięcia tego kazał mi płacić.Potem za każdym razem płaciłam.Zadłużyłam się u kilku osób.Nie miałam jak im oddać,bo nie mogłam powiedzieć rodzicom.Wtedy zaczęłam się ciąć.To mi pomagało.Tak przynajmniej mi się wydawało.Pewnego dnia umarła moja babcia.Była mi bardzo bliska.Przesiadywała ze mną codziennie,bo rodzice pracowali do późna.Miałam z nią bardzo dobry kontakt,ale ona nie wiedziała co się ze mną dzieje,nikt nie wiedział oprócz Marthy.Kiedy się dowiedziałam,że mojej babci już nie ma z nami na ziemi pobiegłam do łazienki i zaczęłam się ciąć tak bardzo,że zemdlałam.Nie chciałam już żyć.To wszystko mnie przytłaczało i jeszcze odeszła tak bliska mi osoba.W tym samym dniu Martha nie wytrzymała i powiedziała wszystko mojej mamie,która szybko przyjechała do domu.Weszła do łazienki i zobaczyła mnie nieprzytomną cała od krwi.Zadzwoniła po pogotowie,które szybko przyjechało.Gdyby nie Martha to bym już nie żyła.Kiedy się obudziłam ze śpiączki dowiedziałam się,że moje długi są spłacone.Mama z Jacobem wszystko spłacili.Strasznie się bałam reakcji mamy,ale nie była zła,rozumiała mnie.Potem chodziłam tylko do psychologa.A teraz jest już wszystko w porządku.
-O jejku!Biedna.Nie wiedziałam,że przeżyłaś coś takiego.-Powiedziała Jessica i mnie przytuliła.
-Nie martw się nikt nie wiedział.Ale to jest przeszłość.Zamknięty rozdział.Nie myślę już o tym.-Powiedziałam i wszyscy mnie przytulili.
***
Zrobiliśmy sobie maraton filmowy.Właśnie oglądamy Projekt X.
-Ja też kiedyś zrobię taką mega imprezę.-Powiedział Lou.
-Nie wątpię.Ty jesteś do wszystkiego zdolny.
-Wiem.-Wypiął dumnie pierś.
Oglądaliśmy jeszcze 2 filmy i nagle strasznie mi się zachciało spać.Oczy mi się kleiły.Położyłam głowę na ramieniu Zayna i odpłynęłam.
_______________________________________________
No heeeej.Macie rozdział i się cieszcie XD.Mam nadzieję,że się podobał.Sorry,że taki krótki,ale jakoś mi takie wychodzą i nie mam czasu pisać ich dłuższych.Następny dodam w weekend,ale muszą być komentarze.Wiem jestem zła.Hahaha.Jaram się,bo w środę jadę na sztafetowe biegi przełajowe 6x800m.Dostałyśmy się do wojewódzkich,ale nie będę wam już przynudzać.Macie tu jeszcze 2 postacie,które się dziś pojawiły:

Zoe Miller (14.05.1995r.)


Danielle Peazer (10.06.1988r.)


Do napisania.Papa kochani <333 :]

sobota, 19 października 2013

poniedziałek, 14 października 2013

Rozdział 3 ♥


Nie mogę uwierzyć w to,że Louis jest moim bratem.Jest po prostu super.Całe One Direction jest w porządku.Są trochę świrnięci,ale mi to odpowiada.Nawet spodobała mi się ich muzyka,choć jestem fanką rapu.Z Jessicą zaczynamy być przyjaciółkami.A jutro przylatuje Martha moja przyjaciółka z Miami.Ona ma świra na punkcie 1D,a szczególnie Louisa.Kiedy usłyszała,że to mój brat i jadę go poznać to zemdlała,a gdy się obudziła myślała,że ja żartuje i nie dała sobie wmówić,że to prawda.
***
-Zrobisz mi poooop cooorn?!-Niall zaczął wrzeszczeć mi do ucha.
-Taaaaak,tylko tak nie wrzeszcz.
Poszłam do kuchni,a za mną Zayn.Był jakoś dziwnie miły dla mnie.
-Pomóc ci?
-Nie trzeba.
-To jutro przyjeżdża ta twoja kumpela?
-Tak,a mógłbyś ze mną jutro po nią pojechać,bo Lou nie da rady?
-Jasne,dla ciebie wszystko.
-Dziękować.
*Następny dzień*
-Martha!!!-Zaczęłam drzeć się jak głupia na lotnisku.
-Sara!-Dziewczyna nie była mi dłużna.Podbiegłam do niej i z całej siły przytuliłam.-Nawet nie wiesz jak za tobą tęskniłam.
-Ja za tobą też.-Powiedziała mniej entuzjastycznie niż ja co mnie zdziwiło.-Pojedziemy do twojego brata??
-Taa pewnie.
-To jak jedziemy?-Zapytał Zayn.
-O mój Boże to jest Zayn Malik.-Martha zaczęła się drzeć jak psychofanka.Wiem,że jest Directioner,ale po co te wrzaski.Przez te kilka dni stała się jakaś inna.Jakby ktoś ją zaczarował.
-No heeej.-Powiedział Malik.
-Jedziemy?-Zapytałam.
-Nom,chodźmy.-Usłyszałam w odpowiedzi.
***
Pojechaliśmy do mnie,a potem do Louisa i reszty,bo Martha ciągle nalegała.Kiedy weszliśmy do domu chłopaków moja przyjaciółka rzuciła się na Lou,a ten zaczął piszczeć jak mała dziewczynka i wołał Harry'ego:
-Hazzuś kochanie pomóż mi!!
A ten z pianą na włosach i w samych bokserkach zaczął odczepiać Marthę,co po chwili mu się udało.My nie mogliśmy wyrobić ze śmiechu.Kiedy się opanowaliśmy pomyślałam co ona odwala.Nigdy tak się nie zachowywała.To było mega dziwne.Ja już jej nie poznaję.Zauważyłam,że chłopaki też byli zdziwieni jej zachowaniem.
***
Wyszliśmy na dwór i zaczęliśmy się bawić w berka.Zayn łapał.Wybiegłam z ogrodu i schowałam się w pustym drzewie,które rosło naprzeciwko domu.Chwilę tam siedziałam,ale mi się znudziło.Rozglądnęłam się czy ktoś nie idzie i wybiegłam.Nagle zza nikąd wyskoczył Malik i zaczął mnie gonić.Zaczęło padać.Byłam cała mokra i brudna,a on mnie cały czas gonił.Miał z tym problem.Nie dziwie się w gimnazjum byłam mistrzynią w biegach średnich.A dodatkowo jestem też niezłą sprinterką.W końcu udało mu się mnie złapać.Objął mnie od tyłu.Obruciłam się w jego stronę.Staliśmy tak w deszczu przez dłuższą chwilę.Dokładnie lustrowałam jego twarz.Dopiero teraz dostrzegłam jego śliczne czekoladowe oczy.Naszą chwilę przerwał nam biegnący w naszą stronę i wołający czy Zayn już mnie znalazł Harold.Na szczęście nas nie zobaczył.Szybko oderwaliśmy się od siebie,żeby nic nie podejrzewał.Jak się domyślałam moja twarz była cała czerwona dlatego próbowałam ją zakryć włosami.
-No złapałem ją,ale szybka jest.-Powiedział brązowooki.
-Łapałeś mistrzynie w biegach średnich.-Wystawiłam mu język.
-Podziwiam.
-No raczej.Hahahaha.
-Idziemy,bo reszta na nas czeka.?!-Powiedział loczek.
-Ta jasne!-Odpowiedziałam i podążyliśmy w stronę naszej paczki,która jak dostrzegłam nie była zadowolona z tego czekania.
___________________________________________
Hejoo.Wiem nienawidzicie mnie i nikogo tu nie będzie.Ja wiem,że przeginam,ale musicie mnie zrozumieć.Za niedługo usunę tamtego bloga i skupię się na tym.Rozdziały będą dodawane raczej w weekendy,bo w tygodniu nie mam czasu.Szkoła,dodatkowe zajęcia i treningi mnie przytłaczają.A 2 gimnazjum jest najgorsza.Bardzo was przepraszam za te przerwy i wgl. te rozdziały są denne,bo nie umiem pisać(ale co tam :P).No a jeśli ktoś to czyta i jeśli się podoba to powiedzcie jakiemuś Directioner,że może zajrzeć,bo jest bardzo mało wyświetleń,zresztą widać,że jest krucho z tym wszystkim.Jeżeli czytasz to obserwuj,komentuj,wchodź jak najczęściej,bo to naprawdę motywuje.
Może zacznę robić tak,że 1 KOMENTARZ=ROZDZIAŁ.No to jak pod tym postem pojawi się jakiś komentarz to będzie nowy rozdział.Do napisania. :** :)

sobota, 21 września 2013

Rozdział 2 ♥

Właśnie się pakowałam.Jutro mam samolot do Londynu.Będę wynajmować apartament z moją byłą sąsiadką-Jessicą.Jest o rok starsza,kiedy byłyśmy małe każdą wolną chwilę spędzałyśmy razem.Potem ona się przeprowadziła,a ja znalazłam nowych znajomych,ale nie chcę sobie o nich przypominać.
-Sala!-Do mojego pokoju wtargnęła Julie.-Ja nie chce,zebyś wyjezdzała.Ja nie chce,nie chce!-Zaczęła tupać swoimi drobniutkimi nóżkami o podłogę i lekko szlochać.
-Julie.Ja wyjeżdżam tylko na chwilkę.Nim się obejrzysz,będę z powrotem.Okay?-Mała pokiwała główką.Miała łzy w oczach.Jakie to słodkie!Biedna Julie,też nie chcę jej zostawiać,jest dla Mnie najważniejsza,ale chciałabym poznać Lou.Może ją kiedyś tam zabiorę.-To przybij żółwika.-Uśmiechnęłam się do niej ochoczo,na co troszkę się rozchmurzyła.
-Pójdzies sie ze mną bawić w ksieznicki?-Spojrzała na mnie niczym Kot ze Shreka.I jak tu odmówić?
-Jasne.-Zostawiłam pakowanie na później i pobiegłam za małą do jej królestwa.
Obudził mnie budzik.Ughh,4.30.
Dlaczego te samoloty muszą tak wcześnie latać?
Ubrałam się we wcześniej przygotowane ubrania.

Zrobiłam kanapki i dwie kawy,dla mnie i Jacoba,który zawoził mnie na lotnisko.Z resztą pożegnałam się wcześniej. Usiadłam przy stole,biorąc kolejny gryz kanapki.Po chwili dołączył do mnie Jacob.
-Dzień dobry.-Powiedział sympatycznie.Lubiłam go,zawsze był dla mnie miły,razem się bawiliśmy,śmialiśmy,oglądaliśmy mecze,jak z ojcem.
-Hej.-Starałam się być tak sympatyczna,jak on.Bałam się tej przeprowadzki.Bałam się tego,jak zareaguje Louis.Bardzo chcę go poznać.

-Wszystko spakowane?Możemy jechać?-Spytał Jai (Często go tak nazywamy).
-Sądzę,że tak.-Usiadłam na miejscu pasażera i czekałam na Jacoba.

Weszłam na pokład samolotu.Odszukałam swoje miejsce,które na szczęście było przy oknie.Usadowiłam się wygodnie na miejscu.Po kilku minutach dosiadła się do mnie młoda dziewczyna i Starsza pani.
-Hej,jestem Holly.-Uśmiechnęła się do mnie promiennie.Aż tryskała energią i zarażała nią wszystkich w około.
-Hej,Sara.Miło mi.-Odwzajemniłam uśmiech.Cały stres związany z Londynem magicznie zniknął.

-Do kogo lecisz?-Spytała dziewczyna,kiedy samolot już wystartował.
-Do brata,a ty?-Odpowiedziałam,upijając łyk kawy.
-Razem z babcią lecimy do mojego taty.-Troszkę posmutniała.
-Coś się stało?-Spytałam zaniepokojona.
-Nie,nic.Tylko tata zostawił mnie i mamę,kiedy byłam mała,a teraz jest chory i ktoś musi się nim zaopiekować.-Pojedyncza łezka spłynęła po jej policzku.
-Nie płacz,na pewno wszystko się ułoży.-Lekko się uśmiechnęłam,dodając dziewczynie otuchy.

Kiedy Holly zasnęła,postanowiłam posłuchać muzyki i nauczyć się imion chłopaków.
Louis,Zayn,Liam,Niall i Harry. 
Proste!Teraz tylko,który to który?

Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi mojego nowego mieszkanka.Po kilkudziesięciu sekundach otworzyła je czerwonowłosa.
-Heej!-Zapiszczała.-Mamoo,jak ja cię dawno nie widziałam.
-Hej Jess.-Powiedziałam,ledwo oddychając,ponieważ dziewczyna rzuciła mi się na szyję,odbierając mi dostęp do tlenu.-Dusisz.-Wyszeptałam cicho.
-Ohh,przepraszam.-Zaczęłyśmy się obie śmiać.-Chodź oprowadzę cię.

Mieszkanie było naprawdę przecudne.Lepszego nie mogłam sobie wymarzyć.

-A to twój pokój.-Jess otworzyła jedne z białych drzwi,a moim oczom ukazała się przepiękna sypialnia.
***
 Zwiedziłam już naprawdę wiele.Tutaj jest cudownie.Panuje zupełnie inny klimat niż w Miami.Jest naprawdę przepięknie. Nie byłam jeszcze u Louisa.Kilka razy próbowałam,ale zawsze uciekałam.Boję się,że mnie nie zaakceptuje.
-Parker,ruszaj dupsko.-Ah,zapomniałabym.Z Jess jest super.Znowu się zaprzyjaźniamy.Chyba wszystko jest na dobrej drodze.
-Gdzie?-Powoli wstałam z kanapy.
-Jedziemy do twojego brata.Musisz powiedzieć mu prawdę.
-Co?!Jess,nie.Ja nie mogę.-Opadłam z powrotem na sofę.
-Dlaczego nie możesz?-Dziewczyna usiadła obok mnie.
-Bo się boję.Co będzie jeśli on nie będzie chciał mnie znać?
-Nie dowiesz się jeśli nie spróbujesz.Nie poddawaj się jeszcze przed startem.A poza tym,Louis na pewno będzie chciał cię poznać.-Przytuliła mnie.Miała rację,nie mogę tak szybko odpuszczać.W końcu Do odważnych świat należy!,jak to się mówi.
-Okay,jedziemy.-Pewnie wstałam i podążyłam do drzwi.

-Ja jadę zrobić jakieś zakupy,a wy sobie pogadajcie,jasne?-Powiedziała Jessie,kiedy wychodziłam z auta. -Jasne.-Blado się uśmiechnęłam.Zrobiłam krok do przodu,lecz zaraz się odwróciłam,chcąc otworzyć drzwi samochodu.
-Jess,nie dam rady!-Spojrzałam w miejsce,gdzie jeszcze przed sekundą stał niebieski Volkswagen Garbus.
Ughh,już po mnie. 

 Niepewnym krokiem podeszłam do furtki i nacisnęłam dzwonek.
-Posesja One Direction,czy byłaś umówiona?-Powiedział komputerowy głos kobiety,a mnie sparaliżowało.Po chwili zobaczyłam postać,wychodzącą z willi.
-Przepraszam cię za to.Musimy chronić naszą prywatność.No ale mniejsza z tym,do kogo przyszłaś?-Chłopak otworzył furtkę i pozwolił mi wejść na piękny chodnik prowadzący do domu.
Hmmm,jak on miał na imię?Niall?Tak,na pewno Niall.
-Do Louisa.-Wyjąkałam.To było dość dziwne,że wpuścił mnie tak po prostu,a co jeśli jestem jakąś psychofanką?

Stanęliśmy pod drzwiami.
-Louis,przestań bić się z Harrym tylko rusz swój szanowny tyłek tutaj!Masz gościa!-Krzyknął blondyn.
Po sekundzie w drzwiach zjawił się Louis,mój brat.Umm,co ja mam teraz zrobić?!
-Siemka,my się znamy?-Spytał z uśmiechem na twarzy.Jacy oni wszyscy są sympatyczni!
-Hej,jestem Sara.Ty mnie nie znasz,ale mam do ciebie jedną bardzo,bardzo ważną sprawę.Możemy się przejść?
-Umm,jeśli tak bardzo ci zależy,to okay.-Ubrał buty i wyszliśmy.
-No tooo,o co chodzi?-Spytał,po chwili milczenia.
-Nie wiem,jak to dobrze ująć.-Wzięłam głęboki oddech.-Twoim biologicznym ojcem jest Troy Austin.-Przytaknął,a jego mina zrzedła.-Moim też.-Urwałam,wyciągnęłam kopertę z torby i podałam chłopakowi.
-Co to?-Powiedział zszokowany.
-Wyniki testu DNA,one to potwierdzają.-Wyciągnął kartki i uważnie się im przyglądał.
-Chcę cię po prostu lepiej poznać,nic więcej.
-Sara,ja cię bardzo przepraszam,ale nie chcę znać nikogo,kto jest związany z Troy'em.-Wstał z ławki,na której obecnie siedzieliśmy.W moich oczach pojawiły się łzy.Nie tak to sobie wyobrażałam.
-Louis!-Wstałam i chwyciłam go za rękaw bluzy.-Przemyśl to sobie.Jeśli będziesz chciał się spotkać,przyjdź do mnie lub zadzwoń.-Napisałam na kartce adres i mój numer.

-Mamo,nie.Nie udało się.-Płakałam do telefonu.-Louis nie chcę znać nikogo,kto jest powiązany z Troy'em.
-Co teraz zrobisz?
-Nie mam pojęcia.Chyba wrócę,nie zapłaciłam jeszcze za czynsz.
-Okay kochanie.-Usłyszałam dzwonek do drzwi.-Możesz wrócić kie...
-Mamuś,ja kończę,bo ktoś przyszedł.Zadzwonię później,pa.
-Jasne myszko,kocham cię,pa!
Podreptałam do drzwi zobaczyć,kto przyszedł.Otworzyłam je i ujrzałam...Louisa?!
-Hej,przemyślałem sobie wszystko i chciałbym cię lepiej poznać.-Uśmiechnął się do mnie przyjaźnie.-Siostrzyczko?
Rozłożył ręce,a ja przytuliłam go najmocniej,jak tylko potrafiłam.
-Nawet nie wiesz,jak się cieszę.

piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział 1 ♥

Szukałam zdjęć w pudłach mojej mamy,potrzebowałam ich do drzewa genealogicznego na lekcje angielskiego.Przeszukując całe sterty fotografii,znalazłam album,którego nigdy wcześniej nie widziałam.Były tam zdjęcia mojej mamy i jakiegoś faceta.Wyjęłam jedno i na drugiej stronie zobaczyłam jakiś tekst.

Był w moim życiu jeden dzień,
Dzień,w którym cię poznałem,
Tylko ten dzień liczy się,
Bo wtedy pokochałem.

Na zawsze twój Troy. ♥

-Raczej nie na zawsze.-Powiedziałam szeptem.-Mamo!
-Co chcesz córciu?-Weszła do pokoju razem z Julie.
-Kto to jest?-Pokazałam jej zdjęcie.Kiedy je ujrzała bardzo się spięła i nic nie odpowiedziała.-Odpowiesz?
-Wyjdź stąd.-Powiedziała cicho.
-Ale mamo,po...
-Sara,wyjdź stąd!-Tym razem jej ton był głośny i poważny.Szybko chwyciłam zdezorientowaną Julie za rękę i wyszłam z pokoju,z impetem zamykając drzwi.
-Sala,co się stało mamusi?-Spytała swoim słodkim głosikiem,lekko sepleniąc Julie.
-Nic kochanie,nic.-Odpowiedziałam spokojnie siostrzyczce.-Idziemy na spacerek?
-Tak,tak.Na spacelek!-Powiedziała podekscytowana.

Ściemniało się już,więc wróciłyśmy do domu.
-Boże,dzieci!Gdzie byłyście?Sara dlaczego nie odbierałaś?Martwiłam się.-Panikowała mama,gdy weszłyśmy do przedpokoju.
-Mamuś spokojnie,byłyśmy na spacerze,a nie odbierałam telefonu,bo miałam wyciszony i nie słyszałam.
-Ohh,już dobrze.Ja pójdę położyć małą,a potem musimy porozmawiać.
-Okay.-Posłałam jej promienny uśmiech.Mimo,że czasami się kłóciliśmy,jak każda normalna nastolatka i jej mama,to zawsze byłyśmy blisko,mogłam na niej polegać w każdej sytuacji.
Podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej jogurt naturalny.Po spacerze (byłyśmy na placu zabaw) z Julie troszkę zgłodniałam.Wyjęłam jeszcze łyżeczkę i klapnęłam na kanapie w salonie.Po chwili dołączyła do mnie mama.Ściszyła telewizor,który uprzednio włączyłam.
-Przepraszam cię za tamto zachowanie.Nie chciałam być taka nie miła,za bardzo się uniosłam.
-Luz mamo,jest dobrze.-Uśmiechnęłam się lekko,dodając jej otuchy.Była przygnębiona i smutna.
-Nie kochanie,bo...bo ty musisz coś wiedzieć.-Na jej słowa,wzdrygnęłam się do góry i uważnie na nią spojrzałam.-Ten facet ze zdjęcia to...-Przerwała.Widziałam,że trudno jej powiedzieć,o co chodzi.Chwyciłam ją za dłoń.
-Mamuś,o co chodzi?-Spytałam cicho.Coś w duszy mówiło mi,że zaraz dowiem się,że to jest mój ojciec.Coraz bardziej się bałam.Sama nie wiem czego...chyba prawdy.
-Kochanie...-Westchnęła.-Ten facet to...to Troy Austin.Twój biologiczny ojciec.-Mój świat stanął do góry nogami.Troy Austin...Gdzieś już słyszałam to nazwisko,ale nie mogłam skojarzyć gdzie.Byłam w lekkim szoku.Zawsze chciałam znać prawdę,ale teraz to mnie chyba przerosło.
Wzięłam głęboki oddech.
-Słoneczko,w porządku?-Przytaknęłam.Nie potrafiłam nic powiedzieć.-Jest jeszcze coś.-Za dużo nowości,jak na jeden dzień.-Troy ma syna.Jest starszy od ciebie o pięć lat.-OMG!Zawsze chciałam mieć starszego brata.Jeeej!
-Wiesz może,jak się nazywa?-Wreszcie się odezwałam.
-Louis Tomlinson.-Hmmm,to nazwisko też mi coś mówiło,gdzieś się z nim już spotkałam.
-Mamooo,czy...czy ja mogłabym zrobić testy DNA?Wiesz,chciałbym się upewnić.
-Oczywiście myszko.

Razem z mamą znalazłyśmy adres tego całego Troy'a.Mieszka w Atlancie.Zabukowałam dwa bilety do Atlanty.Miałyśmy lecieć za dwa dni.
***
Zapukałam do drzwi dość dużego domu.Według adresu,który znalazłam w internecie,tutaj mieszka mój ojciec.Jak to dziwnie brzmi,jeszcze do nikogo tak nie mówiłam.Mama ma męża,ale ja zwracam się do niego po imieniu-Jacob.
Otworzył mi mężczyzna,na oko 47 lat.
-Anabella?To ty?
-Witaj Troy.Chciałabym ci przedstawić Sarę,moją...to znaczy naszą córkę.-Powiedziała mama,kładąc mi dłonie na ramieniach.
-Bella,to jest jakaś pomyłka,przecież ty nie byłaś w ciąży.-Był w takim samym szoku,jak ja,kiedy dowiedziałam się prawdy.
-Możemy wejść do środka?Wyjaśnimy sobie wszystko.-Powiedziała spokojnie mama.
-Jasne,zapraszam.
*Trzy tygodnie później*
-Sara,przyszedł list do ciebie,to pewnie wyniki.-Krzyknęła mama,a ja w ekspresowym tempie znalazłam się w salonie.
-Mamo,ty to otwórz.Ja nie dam rady.-Powiedziałam.Moje ręce trzęsły się ze zdenerwowania.Kobieta otworzyła kopertę i wyjęła z niej kilka kartek.Chwilę je czytała,po czym zwróciła się do mnie.
-Tutaj pisze,że w 99% jesteś jego córką.-Poczułam ulgę,ale i złość.Jak on mógł zostawić moją mamę i to wtedy,kiedy była w ciąży?!-Co teraz zamierzasz zrobić?-Spytała,wyrywając mnie tym z zamyśleń.
-Chcę poznać mojego brata.-Blado się uśmiechnęłam.

W wyszukiwarce wpisałam Troy Austin i Louis Tomlinson.Wyskoczyło pełno stron,weszłam na pierwszą z nich.
To,co tam przeczytałam sprawiło,że prawie zemdlałam.Moim bratem jest Louis Tomlinson,ten Louis Tomlinson!
Najsławniejszy nastolatek na świecie i członek zespołu One Direction.
___________________________

Julie Sophie Johnson (22.05.2009r.)

wtorek, 20 sierpnia 2013

Prolog ♥

Każdy z nas znajdzie swoją drugą połówkę.Jedni szybciej inni później,to normalne,ale każdy kiedyś kogoś pokocha.Są tacy,którzy nie będą się do tego przyznawać i są też osoby,które będą to okazywać na każdy możliwy sposób.Mówi się,że ludzie umierają z miłości,ale to tylko głupie powiedzenie.Ludzie umierają w bardzo młodym wieku przez wypadki,różne choroby i nałogi,a my się martwimy o miłość,a i tak kiedyś ktoś nas pokocha i będziemy szczęśliwi...
---------------------------------------------------
Hejka :-) No i za nami prolog. Jutro dodam rozdział 1. Pa <3